Marek Rusinek - FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



Marek Rusinek
 Marek Rusinek
RMF Live! Blue Cafe w Łodzi
Marek Rusinek, legenda Inwazji i w ogóle RMF-u, zgodził się na chwilę rozmowy podczas majówki'2000. W domu nie ma radia. Przeważnie pojawia się w czarnym kapelusiku i okularach. Nogi ma obandażowane (albo jest w podkolanówkach). Zęby białe jak perełki;-) Pracował na anenie RMF FM, teraz w RMF MAXXX - jedno jest niezmienne - każda wielka impreza Grupy RMF jest przezeń prowadzona.

Rozmawialiśmy w busie, stojącym tuż za sceną, zaaranżowanym na "studio". Przeszkadzał trochę występ Blendersów, stresował mnie też widok Krzysia Kota stojącego z mikrofonem za oknem busa, ale generalnie udało się. I oto efekt.

GP: Podoba Ci się w Lublinie? Publiczność chyba słabo reagowała...
MR: Nie. W innych miastach jest czasami gorzej. To zależy od sytuacji. Nie ma stałej oceny. Są dni lepsze lub gorsze na scenie z mojej strony. Są dni lepsze lub gorsze publiczności. Pogoda nie jest najlepsza. Miejsce jest bardzo fajne - plac przy zamku.

GP: Zawsze byliście na Zalewie Zemborzyckim z Inwazją.
MR: Tak, to wynikało z tego, że Inwazja ma tak dużo sprzętu, że tu by się nie mieściła. W tej chwili sprzęt jest zawężony tylko do sceny, bez żadnych zabawek związanych z innego rodzaju show. Więc możemy pozwolić sobie na walkę o ten plac i dostaliśmy zezwolenie. A dokładnie tutejszy oddział i dziewczyna, która o to walczyła - szefowa promocji.

GP: Dorotka?
MR: Dorotka, tak. Bardzo fajna osoba. No i dzięki temu jesteśmy tutaj. W dobrym miejscu, gdzie nawet przypadkowe osoby pojawiają się, przechodząc. Podoba im się - zostają. Nie podoba - idą dalej. A to głównie o to chodzi na tego typu imprezach.

GP: Słyszałem, że jak kończy się Inwazja, to skaczesz po parapetach itp. z radości.
MR: Nie. To była sytuacja, o której może słyszałeś w radiu 2 lata temu. Ale zgadza się - jestem zmęczony generalnie. To nie jest tak, że ja tego nie lubię. Ja to uwielbiam. Tylko, że jest to bardzo męczące, wymaga tyle wysiłku, nie można sobie pozwolić na lekceważenie nawet ostatniego dnia. A radość, że się skończyło coś, co wymaga sporo wysiłku i przynosi jakieś efekty, to jest jak zdobycie medalu. Biegniesz po to, żeby wygrać. W tym wypadku nie chodzi o zdobycie medalu, ale żeby skończyć bieg. Bieg kończy się, człowiek przygotowuje się do następnego okrążenia, które może być za pół roku czy za rok, np. Majówka czy Inwazja.

GP: No właśnie. Często prowadzisz imprezy związane z RMF-em.
MR: Głównie pracuję dla RMF-u. Co najciekawsze od kilku lat nie jestem pracownikiem RMF-u tylko wolnym strzelcem. Ale pierwszeństwo w działaniach związanych z imprezami ma dla mnie RMF, a zwłaszcza imprezy stałe jak Inwazja czy Piknik czy Majówka czy imprezy związane z rocznicami RMF-u lub wyjazdami prestiżowymi za granicę dla kilkuset osób, co też się czasami zdarza. Dlatego ja to robię, bo robię to długo. Ponoć robię to nieźle. A jednocześnie nie pracuję na antenie, bo nie można ściągać ludzi z anteny. Nie są w stanie tego połączyć. Jeżeli ktoś ma stały program, to nie może rezygnować z programu, nad którym ciężko pracuje, żeby pojechać na kilka tygodni jakiejś tam jazdy. Czasami tak się zdarzało na Inwazji.

GP: Na przykład Piotr Urbaniak?
MR: Piotr Urbaniak też jeszcze jest z innej bajki, bo on miał program, nie miał. Pracowaliśmy razem, znaliśmy się wcześniej, ale nie znaliśmy się od strony pracy. Układało się lepiej lub gorzej, dochodziło do pewnych starć, ale generalnie profesjonalizm z jego strony (jest zawodowym aktorem, więc to jeszcze inna szkoła jazdy) i czasami z mojej, powodował, że wyglądało to tak, a nie inaczej. Podobno nieźle.

GP: Słyszałem, że w tym roku są jakieś perturbacje z Inwazją.
MR: To znaczy, to nie są perturbacje, tylko Inwazja ma zupełnie inaczej wyglądać. Sprawa jest na tyle skomplikowana, że wygląda dwustronnie. Inwazja w tym roku to jest 10 dużych koncertów, które mam nadzieję dojdą do skutku. Zachodnie kapele i polskie kapele jako supporty. Impreza całonocna, poza miastami, nie w centrum - lotniska albo gigantyczne łąki, które mają stały grunt. Dużo większa ilość mocy jeżeli chodzi o dźwięk i światło. Fajerwerki i różnego rodzaju cuda.

GP: I dwupoziomowa scena?
MR: Nie, nie dwupoziomowa scena. Powiedziałem, że impreza, działania wokół niej odbywają się dwufalowo. Chcemy zdobyć kapele zachodnie i właściwie już je mamy. Ale zdarzają się tak dziwne sytuacje, że nagle, tak jak teraz, nie wiem, czy mogę to zdradzić, ale powiem...

GP: Najwyżej się wytnie...
MR: [śmiech] Chodziło o Lublin i stuprocentowo zaklepana kapela ZZ Top, która w internecie nota bene już podała informację, że gra w okolicach Lublina. Ale, niestety, kilka dni temu podali informację bezpośrednio nam, że jeden z członków zepołu zachorował na żółtaczkę. Oni nie są młodymi ludźmi i to nie jest tydzień, dwa czy miesiąc. Odwołali całą trasę europejską. Natychmiast zostały podjęte działania, żeby w Lublinie pojawił się inny zachodni wykonawca bardzo znany tego typu rockowy z dużym doświadczeniem. Nie będę zdradzał kto. W każdym tygodniu w Polsce, gdzie będzie Inwazja jest gwiazda zachodnia. Zawsze jest gwiazda topowa, czy kiedyś czy teraz. Są różne rodzaje muzyki, ale w swoim gatunku muzycznym to jest pierwsza liga. Zawsze. Plus pierwsza polska liga plus dyskoteka, efekty świetlne, dużo innych niespodzianek. No na inną skalę. To są generalnie dla mnie, tak to po swojemu nazwałem: "co tydzień jest mały Woodstock w Polsce". Darmowe koncerty, na które warto przyjechać, chociażby dlatego, że co tydzień jest to inny wykonawca, czyli co tydzień jest to uczta muzyczna dla ludzi, którzy to lubią. Więc można przyjechać, zobaczyć jak to wygląda.

GP: Co rok lepiej. I w Lublinie będziecie, tak?
MR: Nie dosłownie w Lublinie, ale w okolicach. Ale jeżeli to będzie więcej niż kilka czy kilkanaście kilometrów do Lublina to z całą pewnością wiąże się to z organizacją odpowiednich dojazdów, parkingów, jeżeli ktoś przyjedzie samochodem. Będą wyżywienia, także nie powinno być problemu.

GP: I ostatnie pytanie. Słyszałem, że do Chełma nie przyjeżdżacie, bo Ciebie czy któregoś z dziennikarzy, pobito. Takie plotki krążą.
MR: Nie, ja nie pamiętam, żeby taka sytuacja nastąpiła. W Chełmie kiedy myśmy ostatni raz byli... Dwa lata temu?

GP: Chyba 1996. Same początki.
MR: Nie, nie było takiej sytuacji. W Chełmie była taka sytuacja, że wywrócił się na motorze Wójcik. Tak, na skuterze. Ale nie odniósł żadnych obrażeń. Nic takiego sobie nie przypominam.

GP: Bo takie plotki się pojawiały...
MR: Nie, nie, nie. Były sytuacje kuriozalne w okolicach, ale to zawsze się tak wiąże. Inwazja jest niespotykana, jeżeli chodzi o takie imprezy. Już nie da się tego robić na większą skalę, codziennie w innym mieście. Z tym sprzętem, który mamy, który został do Inwazji przystosowany, dało się to kilka lat robić. Teraz jeżeli chcemy zrobić większy koncert z większą sceną, dużo większą, wyższą, to tego się nie da transportować, żeby się rozkładało w 2 godziny. Potrzeba na to kilkudziesięciu godzin ciężkiej pracy i kilkudziesięciu ludzi. I jakby zmienia się opcja. W zamian za to jest scena o standardzie już oficjalnie światowym. Taki jest plan i realizacja zacznie mieć miejsce już za miesiąc. Tak się stanie. Zapraszam z góry, z dołu, z boku - jak kto woli.

Wywiad przeprowadzony na Majówce 2000 w Lublinie - 19 maja 2000, Plac Zamkowy. Bez autoryzacji.
Z Markiem Rusinkiem rozmawiał: Grzesiek Pękała.


Desiek 26.12.2000

 wywiad z Markiem ze stycznia 2007 roku przeprowadzony podczas RMF Live w Poznaniu


  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz