Marek Tomalik - FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



Marek Tomalik
Marek Tomalik - dziennikarz, publicysta, podróżnik, autor książek podróżach, m.in. tych do Australii, prowadzący podróżniczy program na antenie RMF CLASSIC: „Jasna strona świata”

Wywiad specjalny dla FAN FM.

Dzień dobry. Dziękuję, że zgodziłeś się przyjąć zaproszenie do rozmowy o Twojej pasji podróżniczej, ale też o programie, który prowadzisz w RMF CLASSIC, a którego słucham z zaciekawieniem jako pasjonat podróżowania i fotografii.

I. O podróżach

FAN FM: Skąd u Ciebie wzięło się zamiłowanie do podróżowania, odkrywania świata, może to któraś wyprawa była tą inspirującą? Możesz opowiedzieć naszym czytelnikom o swoich pierwszych podróżach?

Marek Tomalik: Nie było takiej podróży, ja sobie przynajmniej czegoś takiego nie przypominam, żeby coś nagle się miało w moim życiu zmienić, że zobaczyłem coś, że powiedziałem sobie „tak, teraz będę kroczył tą drogą, będę trzymał ten kierunek, czyli będę podróżował więcej niż inni. Nie było tego też w mojej rodzinie. Moja mama i mój tato byli domatorami i poza jakimiś nielicznymi wyjazdami, jak to w tamtych czasach dawnych, na tzw. wczasy, ja na kolonie, mówię tutaj o dzieciństwie, nic się takiego nie wydarzyło. Moja teoria spiskowa mówi, że z tym się człowiek rodzi. Być może to przychodzi z poprzedniego wcielenia, jeżeli możemy wierzyć w takie rzeczy… Wydaje mi się, że to są rzeczy, z którymi człowiek przychodzi na świat, z pewnymi predyspozycjami, podobnie jak do muzyki czy fizyki. Tak prosto bym to widział, aż tak prosto.

Moje podróże zaczęły się jak byłem nastolatkiem i mimo tego, że rodzice bardzo protestowali, bo odpiąłem „pasy bezpieczeństwa” rodzinnego i zacząłem wędrować. To były wyjazdy do Jarocina, na festiwal muzyki rockowej, który cieszył się złą sławą. Rodzice upatrywali w nim źródła zgorszenia, a na pewno zła... a ja tam byłem wtedy dwukrotnie, po prostu postawiłem na swoim.

FAN FM: To podobnie jak teraz „Poland Rock Festiwal”, czy poprzednik „Przystanek Woodstock” w Kostrzyniu nad Odrą...

Marek Tomalik: Tak, bo to jest naturalna kontynuacja tego co się działo w Jarocinie. Spotkanie ludzi, którzy gdzieś tam pod skrzydłami mają swoją wolność i szukają tej wolności w takich miejscach, czy takich ludzi, którzy podobnie myślą. Więc tak to się zaczęło, bo u mnie są dwie silne równoległe pasje – podróże i muzyka. W Jarocinie się zaczyna, a kontynuuje, gdzieś dalej w świecie. Potem były moje podróże po Polsce, kraj był zamknięty jak dziś w pandemii, wiadomo, nawet nie myślałem i nie marzyłem żeby gdziekolwiek dalej podróżować, więc zjeździłem Polskę dosyć dobrze, szczególnie Polskę północną, Mazury, wschodnią, środkową, no i oczywiście moje Beskidy ukochane, które bardziej schodziłem niż zjeździłem.

Kiedy byłem już na studiach w Krakowie, to ścieżki się zaczęły przede mną otwierać. Jeszcze wtedy trudno było wyjeżdżać, paszporty były pozamykane na komendach milicji, ale już wtedy się wydarzało, że ktoś pojechał gdzieś i wrócił.

Dla mnie takim rokiem przełomowym był 1989. Jakoś w kwietniu byłem w Egipcie, w lipcu na Syberii, w Irkucku i objeżdżałem Jezioro Bajkał, może nie dookoła, ale z różnych stron, natomiast w październiku dotarłem do Australii. To był taki rok, absolutnie w tym temacie przełomowy, gdzie rzuciło mnie w świat, gdzieś gdzie złapałem taką orbitę już bardzo, bardzo konkretną.

W Australii zagościłem równy rok, i wszystko się wtedy skrystalizowało. Na samym początku pracowałem, ale już po dwóch miesiącach pracy pojechałem w pierwszą podróż, na Tasmanię. Przez 17 dni nie siedziałem w jednym miejscu, tylko bardzo intensywnie jeździłem i chodziłem. To nie jest duża wyspa, tak 1/4, 1/5 powierzchni Polski. M.in. zrobiłem wtedy tam 80 km trekking o którym zresztą w jednym z odcinków w „Jasnej stronie świata” opowiadałem.

Potem były kolejne miesiące pracy w Australii i zrobiłem sobie taki deadline, do kiedy będę pracował. Wizę miałem jeszcze na ok. dwa-trzy miesiące w zapasie, więc poświęciłem je na podróż po Australii i wszystkie pieniądze, które tam zarobiłem, dosłownie wszystkie, zostawiłem tam, w Australii, tzn. poszły na podróż dookoła Australii. I ta podróż, w sposób taki, jak teraz patrzę ze sporego dystansu, a było to 30 lat temu, bardzo mocno ukształtowała we mnie sposób widzenia świata. Ścieżkę wtedy obrałem, i przestrzenie zaczęły się otwierać. To była skromna podróż, bo autobusem, z biletem dookoła Australii i jechałem tak niemalże trzy miesiące. Świat wtedy się otworzył i tak już zostało na lata.

Potem wróciłem do Polski, ze studiami były problemy, bo poszedłem na jedne, drugie zajęcia w Krakowie, na geologii w Instytucie Biologii i Nauk o Ziemi i widziałem, że ja tam kompletnie nie pasuję. Przerwałem studia, przestałem chodzić na zajęcia, ale rodzice, znajomi nękali i stwierdzili, żebym sprawę przemyślał… To trwało dobre dwa miesiące. Siedziałem w Krakowie, nie wiem co robiłem, ale na pewno nie chodziłem na zajęcia… W końcu wróciłem na studia, gdzieś sobie to poukładałem. Trzeba było to skończyć, tym bardziej, że kierunek – geologia – był bardzo ciekawy i jak gdyby wypychający człowieka w świat.

Australia była jak wulkan, który wyrzucił mnie w „orbitę”. Wkrótce pojawiły się inne kraje, ale po chwili zacząłem wracać do Australii i tak było do niedawna. Teraz wiadomo jak jest, nawet nie myślę w tym momencie o podróżach. A w ciągu ostatnich kilkunastu lat byłem co roku… ale zdarzyły się też inne podszepty i świat wysyłał zaproszenia różne i korzystałem z tych podszeptów, niektóre kierunki sam sobie wymyślałem. Oprócz Antarktydy wszystkie kontynenty odwiedziłem.

FAN FM: Czyli jak pytałem Cię o tą inspirację do podróży, to pierwsza wizyta w Australii nią była. O tym kraju szeroko pisałeś w swoich książkach.

Marek Tomalik: Zdecydowanie tak. Napisałem trzy książki o Australii, zawsze można oczywiście więcej powiedzieć, ale wydaje mi się, że ja ten kraj „sprzedałem” w sposób bardzo, że tak powiem - wyczerpujący.

FAN FM: Informacje dotyczące książek, o których wspomniał nasz gość, znajdziecie na jego autorskiej stronie internetowej poświęconej podróżom do Australii: australia-przygoda.com. Polecamy.

FAN FM: Wyjazdy często wiążą się z różnego rodzaju przygodami, mógłbyś
opowiedzieć o jakieś ciekawej przygodzie, którą przeżyłeś?


Marek Tomalik: Każdy inaczej patrzy na słowo „przygoda”. Dla mnie przygoda to wybranie się gdzieś, wyruszenie. Zwykły spacer do lasu może być przygodą. Ktoś może popatrzeć, że to jest banalne, ale dla mnie to jest przygoda.
Wyjście do lasu, coś o czym do niedawna wielu marzyło. Teraz te lasy są pootwierane i można się tam z powrotem znaleźć. Dla mnie to jest miejsce sakralne.




FAN FM: Wyjaśnijmy, że nasza rozmowa ma miejsce w maju roku 2020, który chyba na długo zostanie nam w pamięci. Przez światową pandemię koronawirusa przez pewien czas obowiązywał zakaz spacerów, lasy były zamknięte. Ludzie zostali zamknięci w swoich domach, świat jaki znaliśmy jeszcze w lutym przestał istnieć. Taki mamy obecnie czas…

Marek Tomalik: Jeśli mogę jeszcze chwilę zostać w tym temacie. On jest ważny, bo uświadamia nam, że żyjemy za szybko, mówię to także o sobie, może nawet zbyt wiele jest podróży. I dopiero w momencie, kiedy ta możliwość zostaje wstrzymana, to zaczynamy doceniać i wspominać to, co było do tej pory. Być może nawet nie było czasu żeby nad tym usiąść.

Wielu z nas robi, nawet nie setki tylko tysiące zdjęć i potem nawet do nich nie zagląda. Sam się do nich zaliczam. Teraz troszeczkę inaczej na to patrzę. Robię coraz mniej zdjęć, a wręcz w ogóle odchodzę od robienia zdjęć, tzn. robię zdjęcia, ale tylko i wyłącznie oczyma. Oko ludzkie robi kilka tysięcy zdjęć jednego dnia, gdzieś tam część zostaje i zupełnie wystarcza.

To jest taki czas kiedy można się zatrzymać, kiedy można po prostu popatrzeć sobie na te zdjęcia z tzw. wewnętrznego aparatu, z pamięci przyswoić i pewnie rzeczy fajnie wracają.

FAN FM: Wróćmy do tematu przygody...

Marek Tomalik: Wydaje mi się, że jeszcze posiadam dosyć duże i takie ciepłe, może nawet absurdalne poczucie humoru. Jeżeli pytasz mnie o przygodę to przypomina się taka sytuacja jak ze sztuki Jonescu, rumuńskiego twórcy teatru absurdalnego. Rzecz dzieje się właśnie w Rumunii, kiedy gdzieś tam sobie podróżowałem, jakieś 10-15 lat temu samochodem. Była niedziela, lekkie słońce, jakby odbierało apetyt do tego żeby cokolwiek robić i ten samochód się tak toczył po jakieś bocznej drodze w Bukowinie. To jest taka kraina na północny Rumunii i na południu Ukrainy zachodniej, ale po stronie Rumunii to się działo.

Nagle zacząłem przecierać oczy ze zdumienia, bo zobaczyłem zaprzęg taki konny, gdzie na wozie siedziała kobieta, a konia nie było, tzn. za konia robił prawdopodobnie jej mąż, w każdym razie jakiś facet. Ten wóz nie był lekki, ta droga nie była jakoś pod górę, raczej po równym. Mężczyzna jakoś dawał radę, ale widziałem, że się męczy. Się zatrzymałem i stwierdziłem, że mu pomogę. On podrapał się po głowie, do tego doszła bariera językowa, ale na migi wytłumaczyliśmy sobie wszystko i zapiąłem dyszel tego wozu do swojej liny holowniczej w samochodzie i powiedziałem, że mogą sobie spokojnie usiąść. Kobieta usiadła w samochodzie, obok moich dzieci, natomiast jej mąż został na wozie. Miał robić za hamulce, wtedy nie wiedziałem, że ten pojazd, czyli ten wóz konny, drabiniasty, nie miał hamulców, więc on musiał rękami, dłońmi koła hamować… Jechaliśmy dosyć wolno i wszystko szło świetnie przy prędkości jakieś 20 km/h. Potem nabrałem odwagi, to było może 30 km/h. I na tej spokojnej drodze pojawił mały busik, jakoś dziwnie wyskoczył, jakoś nerwowo. Wyprzedził mnie, po czym okazało się, że jest przejazd kolejowy, który był zamknięty i on musiał hamować. Jak gwałtownie hamował, to i ja musiałem, ale... ten nasz wesoły tabor był rozpędzony do jakieś tam prędkości i ten człowiek, który siedział na tym wozie, nie dał rady wyhamować, więc dyszel wszedł pod błotnik mojego samochodu, wyrwał lampę. Dyszel złamał się na pół. Oczywiście wszystko żeśmy zatrzymali, tamten busik sobie gdzieś pojechał, no a my zaczęliśmy się śmiać… to była taka pierwsza reakcja z tego wszystkiego. Miałem zniszczony trochę samochód, w wozie był złamany dyszel… i jak wszystko rozeszło się po kościach. Dzieci były przestraszone, trochę hałasu przy tym było i trzeba je było uspakajać.

Posłuchajcie o jakiej przygodzie opowiedział mi nasz gość.



II. O programie „Jasna strona świata” w RMF CLASSIC




FAN FM: Pierwsza audycja została wyemitowana jesienią w 2017 roku, jak to się zaczęło? Czy były jakieś wytyczne od dyrektora programowego co do formuły programu?

Marek Tomalik: Dostałem zaproszenie. Zadzwoniła do mnie ówczesna Dyrektor Programowa RMF CLASSIC Magdalena Wojewoda-Mleczko i zapytała , czy nie chciałbym czegoś takiego poprowadzić. Byłem wtedy w kompletnie innym świecie. Miałem przerwę ładnych kilku lat pracy w radiu i pogodziłem się z tym, że jestem już poza radiem, choć radio to był i jest absolutnie mój żywioł, tak jak podróże, tak jak muzyka. I przyznam szczerze, nie poczułem tego zaproszenia.

Później jednak pojechałem do Krakowa i spotkałem się z obecnym Dyrektorem Programowym Pawłem Pawlikiem, który mnie przesłuchał, coś tam opowiadałem, on powiedział „no wiesz, jest to dalekie od formy, od tego co byśmy tutaj chcieli usłyszeć, ale potencjał w Tobie jest, więc musisz popracować”.

Jako człowiek, który lubi wyzwania stwierdziłem, że minęło ileś tam lat, to jest też inna formuła radia, niż tego w którym wcześniej pracowałem, tamtego już niewiele pamiętam, więc trzeba było po prostu ćwiczyć, tak jak się ćwiczy jogę, czy każdą inną rzecz. Trzeba było nabrać wprawy i jakoś spróbować wejść w ten schemat. W tej chwili minęło już dwa i pół roku mojej współpracy. Ja się w tej formule odnalazłem. Obecnie, jak teraz rozmawiamy, to pracuję nad trzema kolejnymi odcinkami programu.

FAN FM: Skoro Dyrektor Programowy RMF CLASSIC nie zdjął programu, tzn. że się przyjął i, że dobrze jest odbierany.

Marek Tomalik: Tak. Przyznam szczerze, że się z nim dobrze rozumiem. Owszem czasami są uwagi, ale to tylko dlatego, żeby to było jeszcze fajniejsze. Od wielu, wielu lat pracuję w radiu, tak naprawdę to chyba w 1986 roku się to zaczęło, jeszcze w radiu studenckim UJ Alma Radio.

FAN FM: Paweł Pawlik sam kiedyś, w latach `90 tych robił program podróżniczy, na głównej antenie RMF-u, nazywał się „Obieżyświat”, w którym w każde sobotnie przedpołudnie odbywaliśmy podróże po różnych krajach świata.

Marek Tomalik: O tym nie wiedziałem… Rozmawialiśmy wielokrotnie na
różne tematy, natomiast tego wątku akurat nie znam. Muszę o to podpytać :)

FAN FM: W jednym z programów „Jasna strona świata” zatytułowanym „Filozofia podróżowania” opowiedziałeś słuchaczom o tym dlaczego podróżujesz... czy dobrze zrozumiałem, że wg Ciebie codzienność, praca jest szarością, to kierat i jedynie dodatek, a prawdziwe życie, wolność to weekendy i urlop, kiedy mamy możliwość podróżować?

Marek Tomalik: To jest taka moja próba zrozumienia jak żyjemy i po co żyjemy. Tzn. jeżeli chodzimy normalnie do pracy, to poniedziałek zlewa nam się z piątkiem. Jesteśmy w stanie jedynie zapamiętać rzeczy złe, które odbiegają od tzw. normy, czyli tej szarości i rzeczy dobre. Złe to oczywiście jak nam ktoś zrobi przykrość, albo nie doceni naszej pracy, a te dobre odwrotnie, jak bardzo doceni nasz wysiłek. Generalnie to się wszystko zlewa ten czas od poniedziałku do piątku i potem kolejny tydzień i kolejny… w jakąś tam jedną całość. Dopiero jak przychodzi weekend, następuje przerwanie tego kieratu, to jest czas kiedy my możemy zrobić coś na co mamy ochotę, o czym myślimy przez te pięć dni. Skoczyć za miasto, albo w samym mieście gdzieś sobie pójść, spotkać się z przyjaciółmi. Każdy ma swoje własne sposoby na weekendy i to się odróżnia, i to zostaje w pamięci. To są te rzeczy, które się pamięta.
Podróże wg mnie wydłużają życie, praca niejako je skraca. Jak
popatrzymy relatywnie na upływ czasu, bo wydaje mi się, że tak powinno się patrzeć, nie w sposób ściśle chronologiczny, zegarowy, bo jeśli tak będziemy patrzeć na życie, to wiele rzeczy nam umknie, to zauważymy, że życie ma swoje zwolnienia i przyspieszenia. Teraz wyraźnie widać w tych czasach, kiedy jesteśmy troszkę pozamykani, że wbrew pozorom, niby mamy czasu trochę więcej, a czas jakby szybciej umyka. To wszystko jest względne… ale zmierzam do tego, że podróże otwierają nam ten świat i wydłużają nam życie. To są takie rzeczy, o których się pamięta.

FAN FM: Prawdziwi szczęściarze to ci, którzy pracują podróżując :)

Marek Tomalik: To jest bardzo piękne, w teorii. Jestem w środowisku podróżniczym jest mocno zanurzony, od wielu lat. Prowadziłem audycje podróżnicze, wcześnie, jeszcze przed RMF CLASSIC, ale też organizowałem festiwale podróżnicze, znam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy jeżdżą po świecie i są tacy, którzy próbują to robić o co pytasz. Ja zresztą poniekąd też.

To bardzo ładnie z zewnątrz wygląda, jest bardzo kolorowe i atrakcyjne, natomiast nie jest łatwe. Z kolei bardzo fajnie też hartuje człowieka. Tak jak w podróży, tak potem w życiu człowiek musi sobie radzić. W podróży masę rzeczy wyskakuje, które kompletnie nie są planowane, tak jest za każdym razem. Jakbyśmy dobrze nie zaplanowali swojej podróży, to zawsze się pojawi jakiś element, albo wiele takich elementów, które będą zaskakujące i które postawią nas przed faktem, że musimy podjąć decyzję, że czujemy się troszeczkę bezradni. Każda taka sytuacja nas bardzo mocno kształtuje, więc ci ludzie, którzy podróżują mają troszeczkę lżej, jest im łatwiej podejmować trudniejsze wyzwania... oczywiście mogę się mylić, ale skłaniam się do tego, że to tak funkcjonuje.

FAN FM: Mówiłeś również w tym samym programie, że w czasie podróży częściej się uśmiechamy, jesteśmy radośniejsi. Doskonale to rozumiem... U mnie nazwijmy to „ucieczka” w Tatry bardzo pomaga w walce z szarością dnia. Każdy powinien odkryć takie miejsce, swoistą ładowarkę baterii i tam uciekać, gdy jest mu źle? Wspinaczka, radość ze zdobytego szczytu, podziwianie pięknego krajobrazu... to coś więcej… coś jakby reset tego co nazywamy szarą codziennością. Nasze trudności, zmartwienia nie mają znaczenia, zostają w dolinie.

Marek Tomalik: Tak, mogę tylko potwierdzić, że tak to właśnie działa, że częściej się uśmiechamy. Ludzie, których spotykamy w podróży, gdzieś tam na szlaku górskim, nieznajomi, jeżeli chodzisz po Tatrach, no to często się z tym spotykałeś, to jest bardzo ładne, że nie znając się mówimy do siebie „cześć” i to jest takie fajne, zupełnie nie wymuszone. I to mi się kojarzy bardzo dobrze z Australią…
Jeżeli wyjedziemy jakieś 200 km poza miasto, jesteśmy na jednej z dwóch dróg, które prowadzą na północ kraju, czyli tak naprawdę przez pustynię jedną, drugą, trzecią…, to ludzie nas pozdrawiają. To się nie zdarzy w mieście, ale tam poza miastem, niemal każdy wyciągnie rękę w geście pozdrawiającym, który mówi „stary, nie jesteś sam, ja też jestem tutaj”. To jest takie pocieszające, dlatego że na tej głównej drodze krajowej zdarzają się czasami tylko w ciągu godziny dwa samochody, czasami nawet mniej. Więc to jest pocieszające, że nie jesteśmy sami, bo wiadomo, na takim pustkowiu, nawet jadąc główną drogą, może coś się darzyć… może samochód się zepsuć, może paliwa zabraknąć. I ten gest jest takim ocieplający w tej sytuacji, że gdyby coś nam się stało, to ten człowiek który do nas macha, który pozdrawia być może się zatrzyma i będzie starał się pomóc w ramach tego co może zrobić.

Już nie mówię na czymś takim, jak szlak pustynny, gdzie widzi się samochód raz na tydzień i kiedy jest mijanka z kimś kto jedzie z przeciwka, to jest w ogóle traktowany jako zjawa, a więc ja jestem zjawą dla niego, a on jest zjawą dla mnie i pierwsze co robimy to zatrzymujemy samochody, wychodzimy i rozmawiamy, zadając sobie proste pytania i śmiejąc się przy tym (skąd jedziesz, jak tam droga wygląda na trasie, którą przejechałeś, bo ja tam właśnie jadę). I to jest taka rozmowa, która niekiedy trwa nawet pół godziny, bo ten czas, gdzieś tam na szlakach pustynnych bardzo mocno zwalnia. Więc to jest tutaj kompatybilne z tym „cześć” w górach, gdzie ludzie się pozdrawiają, z tym co mówisz w Tatrach przy spotkaniu turysty.

FAN FM: A z drugiej strony możemy być „samotni w tłumie” np. idąc szlakiem do Morskiego Oka...

Marek Tomalik: Tutaj mi przypomniałeś bardzo ciekawą rzecz. Ładnych parę lat temu pracowałem w schronisku Głodówka, to jest bardzo blisko do Morskiego Oka. To było w maju, w dzień moich urodzin i stwierdziłem że dam sobie prezent. Wybrałem się do Morskiego Oka, ale wstałem o 3 w nocy, o wpół do czwartej byłem już na parkingu. Na Polanie Palenicy, nie było żywego ducha, zostawiłem auto, no i z buta. Nie spotkałem ani jednej osoby i doszedłem do schroniska, potem poszedłem wyżej, pod Czarny Staw. Tam troszeczkę mi się majaczyło, żeby wejść jeszcze wyżej, ale było jeszcze zbyt dużo śniegu, lodu i chyba dobrze, że podjąłem decyzję, że dalej nie będę szedł. Tam posiedziałem trochę i wracając, zaczęli już pierwsi ludzie wchodzić. Jak tylko znalazłem się obok schroniska okazało się, że jest czynne, więc wypiłem kawę i schodząc stamtąd spotkałem potok ludzi idących w moim kierunku, a ja już schodziłem, bo już miałem tę przyjemność, którą chciałem, ten prezent.




FAN FM: Akurat szlak na Morskie Oko, jest miejsce, gdzie co roku padają rekordy ilości wejść na ten szlak…

Marek Tomalik: Tu już się zaczyna nowy temat. Niektóre miejsca są zdecydowanie przeładowane ludźmi. Wydaje mi się, że tutaj troszkę, albo nawet dużo jest do zarzucenia samym władzom parków narodowych, nie tylko Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale i innych parków, które są w określonych momentach bardzo silnie oblegane. Niestety powinno być, przez wzgląd na tych ludzi, którzy tam przychodzą, przez wzgląd na przyrodę, która tam się znajduje, na zwierzęta, rośliny, przy takich miejscach jak Morskie Oko, wejście na szlak powinno być monitorowane i ograniczane, tak uważam.




FAN FM: Odnoszę wrażenie, że turystyka, nie tylko ta górska, stała się modna, masowa, tzn. również mniej świadoma? Ludzie jadą, idą nie widząc gdzie, po co... tylko żeby „coś zaliczyć”, zobaczyć jakąś atrakcję, bez wiedzy i przygotowania, tylko dlatego, że „wszyscy” tam idą… Zresztą, w jednym z programów, poruszyliście ten temat z Bartkiem Szaro, autorem bloga „Paragon z podróży”.

Marek Tomalik: To jest taki syndrom japońskiego turysty i technologii. Stajemy się coraz mniej myślącymi istotami, coraz bardziej powtarzającymi, bo ten kto nie myśli, ten powtarza za kimś, za tłumem, za ideą, za tym co znajdzie w środkach masowego przekazu, komunikatorach itd., itd… Bo skoro ludzie idą, tzn. że tam trzeba iść.

Stworzyła się swego rodzaju bardzo silna moda na podróże. Generalnie to jest dobre, natomiast jeżeli wszyscy będziemy to robić bezwiednie i bezrefleksyjnie, nie będzie to służyć ani nam, ani ogółowi, a przede wszystkim nie będzie służyć tym miejscom, do których podróżujemy, bo będzie je zmieniać i to w sposób negatywny. Jeśli jest dużo ludzi w jednym miejscu, którzy nie potrafią uszanować tego co tam jest, bo nie są do tego przygotowani, to jest złe – dla tych ludzi którzy tam są i dla tych miejsc, które odwiedzają.

FAN FM: Przyroda zostanie zniszczona, sami „baterii nie ładujemy”, bo w tłumie zwyczajnie się nie da...

Marek Tomalik: No nie, nie… O ile jestem w stanie sobie wyobrazić na koncertach, bo ciągle bywam na takich koncertach... to jest jakieś uzasadnienie takiej masowości, zresztą przeżycie muzyki przy dużej zbiorowości jest o wiele silniejsze, bo się po udziela, te emocje w tzw. tłumie się udzielają. Natomiast to się nie przekłada na turystykę, tylko ją po prostu niweczy, ją zabija, oślepia.

FAN FM: Pokazała to też ta obecna sytuacja, kiedy imprez masowych nie ma, gwiazdy koncertują ze swoich prywatnych, małych studio, czy z dużego pokoju, my oglądamy je w domu, sami lub w gronie najbliższych przed komputerem. To nie jest taka atmosfera.

Marek Tomalik: No to też zależy… ja parę razy zwróciłem uwagę na takie koncerty i niektóre są smutne, bo to są np. streamingi, gdzie czterech panów gra fajne piosenki, są na pustej sali i widać tę salę, to jest dla mnie smutne. Ale takie bardziej rodzinne... tutaj się przyznam szczerze, że słucham Tomasza Budzyńskiego z zespołu Armia. On robi taki koncert rodzinny, gdzie z synem na dwie gitary akustyczne grają jedną piosenkę, jedną z wielu, które stworzył wespół z kolegami i zawsze opowiada do tego jakąś historię, ciągnie za sobą pewnie wspomnienia i te wspomnienia są bardzo ciekawe. Mnie się osobiście taka formuła bardzo podoba.

Natomiast takie koncerty, które widziałem, nie wiem nawet w jakim mieście, między dwoma bardzo dużymi blokami była rozstawiona taka mini scena, z niewielkim sprzętem nagłaśniającym, był człowiek na saksofonie, drugi na kontrabasie i grali jazz… I to jest dobre, bo tym ludziom, którzy stali na balkonach niesie fajną emocję, taką otuchę. Ludzie potrafią się troszkę bardziej zjednoczyć, bo mieszkają w takich miejscach, gdzie nawet w tych trudnych warunkach, kiedy jesteśmy pozamykani z jednego balkonu do drugiego może popłynąć uśmiech na skutek muzyki, która go wywołuje i to jest bardzo fajne.

FAN FM: Wróćmy do samego programu, choć wokół niego ciągle krążymy. Od pewnego czasu program ma bogatszą formułę. Zapraszasz do niego gości, rozmawiasz z nimi o podróżach, o miejscach w których żyją, pracują. Nasi czytelnicy mogą te rozmowy, jak i wszystkie dotychczasowe audycje odsłuchać na stronach rmfclassic.pl/jasnastronaswiata, którą polecamy. A ja chcę zapytać osobę, z którą chciałbyś zrobić rozmowę do swojego programu?

Marek Tomalik: Owszem, są takie osoby, z którymi chciałbym porozmawiać ale są daleko. Są to osoby, które spotykałem w czasie podróży, z którymi mam kontakt. W dobie sprzętu, którym dysponujemy, łączy internetowych, taka możliwość jest, poprzez nagranie takiej rozmowy. Do niedawna zapraszałem gości do studia, chodziło o uzyskanie możliwe najlepszej jakości takiej rozmowy, a taką daje i gwarantuje jedynie studio. Gości, których do tej pory zapraszałem gościłem w studiu RMF CLASSIC, czy to w Krakowie, czy w Warszawie i ze dwa razy w Sopocie.

Poprzez to co się teraz dzieje jest lekkie przyzwolenie, by próbować nagrywać po złączach internetowych. Obecnie nad takim programem od dwóch tygodni intensywnie pracuję z człowiekiem, którego bardzo cenię. Nie zdradzę teraz kto to jest. Ten program będzie nagrywany w nocy, bo to jest w zupełnie innym zakątku świata. Ta nowa sytuacja dała pewnego rodzaju możliwości „złapania” kogoś innego ale oczywiście gdzieś tam w głowie są tacy goście, których zapraszam. Bardzo lubię rozmawiać, bardzo lubię ludzi, ich otwartość w tym temacie. Pomimo tego, że Paweł (red. Paweł Pawlik – Dyrektor Programowy RMF CLASSIC) mówi często „słuchaj, ja to lubię jak ty sam mówisz i opowiadasz o jakimś regionie”, a ja z kolei mówię mu „tak, bardzo miło mi to słyszeć, ale z kolei ja się czuję zdecydowanie lepiej jak z kimś rozmawiam, jest to porozumie, jest ten… nie wiem jak to dobrze nazwać, taki flow się łapie i wydaje mi się, że w radiu to dobrze wychodzi, pomimo tego, że te rozmowy są krótkie i nie takie łatwe do realizacji. Przygotowanie jednego programu to wiele godzin pracy.


III. O podróżowaniu w czasach światowej pandemii koronawirusa

FAN FM: Podczas majówkowego programu zabrałeś słuchaczy RMF CLASSIC
„Piechotą w Polskę”. Kiedy granice dla turystyki są zamknięte, Polska może stać się celem odkrywania ciekawych, nieoczywistych miejsc i hasło „cudze chwalicie, swego nie znacie” może przestać obowiązywać? Ludzie będą poszukiwać i odkrywać ciekawe miejsca w okolicy zamieszkania?


Marek Tomalik: Dla mnie to jest powrót do źródeł, do początku naszej rozmowy, kiedy powiedziałem, że ruszyłem w świat daleki, po objechaniu Polski, po docenieniu tego co tutaj. W tym kraju jest wiele fajnego do przeżycia i zobaczenia. I takich krain jest wiele. W programie „Piechotą w Polskę” zdradzam miejsca, które jakoś najmocniej mi utkwiły, bo dla mnie najważniejszym środkiem lokomocji są własne nogi, uwielbiam chodzić. Po prostu uwielbiam. Właśnie nie terenowym samochodem jak w Australii, chociaż jestem kojarzony z terenowym samochodem gdzieś w dalekiej Australii. Natomiast tutaj w Polsce jest masę ciekawych miejsc. Są te moje ulubione, moja ojczyzna, Beskidy, jest Roztocze, za którym przepadam, czy też tereny bardziej na północ, okolice Suwałk, jezioro Wigry, czy Poleski Park Narodowy na wschodzie. To są przepiękne, dziewicze miejsca, których mieszkańcy Europy zachodniej mogą nam pozazdrościć.

Jak pamiętam, kiedy byłem w Holandii, to tam praktycznie lasów nie mają, oni nie chodzą do lasu, tam są tylko jakieś małe zagajniki. Więc dla nich taki duży obszar leśny jak np. w Poleskim Parku Narodowym, czy w innych parkach narodowych w Polsce, albo nawet poza tymi parkami, to jest absolutne eldorado. My mamy coś, czego nie mają inni na taką skalę. Puszcza Białowieska to jest brylant w skali Europy. Obyśmy tylko potrafili o ten brylant zadbać.



FAN FM: Ja mieszkam w Lublinie, samo miasto stało się w ostatnich latach dużą atrakcją turystyczną. Sporo się w nim dzieje, wypiękniało Stare Miasto, ale są też warte polecenia okolice. Bardzo lubię m.in. Roztocze z bardzo znanym i przepięknym Rezerwatem Szumów...
Takich miejsc, gdzie można odetchnąć, a przy okazji zobaczyć coś ciekawego w naszym kraju, o których nie przeczytamy w przewodnikach, jest wiele. Możesz polecić od siebie jakąś podróż po tej pandemii, dla wyciszenia i ukojenia nerwów?

Marek Tomalik: Pamiętam miałem taką bazę na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, gdzie są przepiękne tereny. Od jeziorka do jeziorka można się snuć na rowerze, gdzie jedzie się bardzo przyjemnie, bo ruch jest niewielki i aczkolwiek droga jest asfaltowa, to łatwo się jedzie i po równym. To nie jest tak jak w moich Beskidach, gdzie trzeba mieć trochę pary żeby dać sobie radę z tymi górkami. Natomiast tam się jeździ rowerem po równym i to jest w obszarach wejść do Poleskiego Parku Narodowego i wszędzie tam, są jakieś ścieżki edukacyjne, wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane, tylko chcieć się po prostu wybrać.

Absolutnie nasz kraj ma do zaoferowania bardzo dużo, ale myślę, że to jest bardzo niepowszechna wiedza, bo jak poczuliśmy, że nasz portfel jest na tyle dobry, to zaraz atrakcyjne stały się kierunki zachodnie, częściej te tropikalne, tak je nazwijmy. Natomiast tutaj blisko jest dużo niesłuchanie fajnych, ciekawych rzeczy.

Jedna z moich audycji będzie o południowych Morawach, które są w okolicach gdzie mieszkam, blisko granicy z Czechami i Słowacją, 250 km i jesteśmy w takim bajkowym obszarze, którego nawet nie jesteśmy specjalnie świadomi.

Wystarczy, nie tylko w Polsce, spojrzeć szerzej i jest masę bardzo ciekawych miejsc do zobaczenia, do odkrycia. Nie koniecznie trzeba wsiadać w samolot tak jak latam do dalekiej Australii….



Dziękuję za rozmowę, życzę dużo zdrowia i obyśmy jak najszybciej mogli ruszyć w podróż, odrywać świat. Do zobaczenia gdzieś na szlaku :)

Zapraszamy do słuchania audycji „Jasna strona świata”, autorskiego programu naszego gościa – Marka Tomalika, na antenie RMF CLASSIC, w niedzielne popołudnia, od godziny 16.00.

Wywiad autoryzowany

Krzysztof Leszczyński
Redakcja FAN FM


FOTO, dźwięk: Krzysztof Leszczyński


  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz