Maciej Pałahicki - FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



Maciej Pałahicki
Maciej Pałahicki to szef RMF Zakopane. Po decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie będzie już RMF Zakopane - zatem Maciek pisze to w czasie przeszłym. Opowiada o sześciu latach, które spędził w tym oddziale.

GP: Czy praca w Zakopanem jest czymś szczególnym? Jak myślisz, różni się Twoja praca od pracy kolegów z innych oddziałów?MP: W tej dosc specyficznej sytuacji, kiedy pryszlo mi odpowiadac na te pytania, moge juz chyba pisac w czasie przeszlym. Tworzymy historie oddzialu? Czy praca w Zakopanem jest czyms szczegolnym? - na pewno, bo to przeciez najmniejsze miasto w Polsce, w ktorym ulokowany jest oddzial RMF-u. 30 tys. stalych mieszkancow, choc w sezonie nawet 300 tys., a pracy tyle samo, co w Warszawie, Lodzi, Poznaniu czy Krakowie. Tyle samo serwisow i trafficow. W duzych miastach jak sadze mieli problem ktore wiadomosci wyselekcjonowac do nich, u nas czasami musielismy niezle "glowkowac" co do nich "wsadzic". Najgorzej bylo z trafficami. Zdarzaly sie tygodnie, kiedy z duma informowalismy sluchaczy, ze przez ostatnie 4, 5 dni w naszym regionie nie wydarzyl sie zaden wypadek czy kolizja (!) Dlatego zawsze sie smialem, ze jak ktos poradzil sobie z trafficami w Zakopanem, to juz wszedzie sobie poradzi.

GP: Jak wygląda szefowanie oddziałowi w zimowej stolicy Tatr?
MP: Normalnie. Wazniejsza dla mnie od funkcji szefa, byla funkcja dziennikarza. Na rowni ze wszystkimi innymi mialem dyzury traffikowe, reporterskie czy serwisowe. Szczerze mowiac wole byc kolega, moze bardziej doswiadczonym, niz szefem, ktory dyryguje praca oddzialu. Fakt, ze nie wszyscy to rozumieli, ale jakos sie udalo - szesc lat to sporo czasu...

GP: Zapewne rozmawiasz z wieloma turystami z Polski i zagranicy. Rozpoznają markę RMF, mają jakieś informacje o radiu?
MP: Tak, to prawda turystow jest wielu, czasami to nawet zbyt wielu. Wlasnie ze wzgledu na popularnosc RMF-u musielismy dwa lata temu zlikwidowac tabliczke sprzed naszych drzwi. Zdarzalo sie w sezonie, ze odwiedzalo nas nawet 200 osob dziennie. To czasami wrecz paralizowalo prace oddzialu. Kazdy chcial wejsc, zobaczyc, prosil o wyjasnienie jak to pracuje no i... jakas czapeczke czy koszulke. Do tej pory, przynajmniej raz w miesiacu przyjmujemy grupe najczesciej mlodych turystow, ktorzy chca zwiedzic radio. Jest taka szkola o profilu dziennikarskim, ktorej uczniowie przyjezdzaja od kilku lat regularnie.

GP: Minął już rok od czasu, gdy bawiliśmy się na 10-leciu właśnie w Zakopcu. Miło jest gościć taką imprezę?
MP: Pewnie ze milo, ale i meczaco. 10-lecie przygotowywal caly sztab ludzi, a czesc z nich na miesiac musiala przeniesc sie do Zakopanego. Dlatego w naszej bacowce nie pracowalo juz szesc osob, a dziewiec, a byl moment, kiedy jednoczesnie bylo ich ponad 20-cia. Jak na trzy pomieszczenia to chyba sporo. Roboty bylo rzeczywiscie duzo, ale satysfakcja, ze wszystko sie udalo i byla to fantastyczna impreza, przerosla wszystko. Bardzo sie ciesze, ze 10-lecie RMF FM obchodzilismy w Zakopanem, a nie w Krynicy czy na morzu, jak to bylo planowane.

GP: A jak jest z Olimpiadą FM? Ta edycja zapewne będzie pewnie znacznie łatwiejsza od pierwszej, bo macie doświadczenie zdobyte przez kilka lat?
MP: Nie da sie ukryc, ze pierwsza Olimpiada byla dla nas najtrudniejsza. To byl prawdziwy chrzest bojowy. Nie tylko nie mielismy jeszcze wtedy doswiadczenia, ale bylo znacznie wiecej pracy. Olimpijskie konkurencje rozgrywane byly wtedy na 5, a nie jak teraz na dwóch stokach w Zakopanem i to przez piec tygodni codziennie. Iwona, ktora zajmuje sie u nas promocja wlasciwie nie spala. zaczynala prace o 6, 7 rano od rozwiezienia sprzetu i nagrod na stoki, dopilnowania, zeby wszystko bylo na czas, a konczyla okolo polnocy przygotowujac kilkaset nagrod dla zwyciezcow poszczegolnych konkurencji z dnia nastepnego. Trzeba jednak przyznac, ze te doswiadczenia sporo nam daly i na kolejne imprezy zimowe patrzymy juz z duzym spokojem. Olimpiada to bardzo fajna zabawa, ale marzy nam sie calkowita zmiana jej konwencji, by przygotowac cos w rodzaju zimowych festiwali. Zabawy, ktora toczylaby sie na stoku przez dwa, trzy dni niemal bez przerwy. To byloby cos!

GP: 15 stycznia 2000 byłem pierwszy i jedyny raz w Bacówce FM. Jej lokalizacja pomaga Wam obserwować zawody na skoczni, prawdaż?
MP: Prawda, ale mnie tylko na skoczni. Niemal pod oknami naszej bacowki przebiegaja narciarskie trasy biegowe. Musze sie przyznac, ze kilka razy zdarzalo sie, ze relaje ze skokow przeprowadzalismy w ten sposob, ze otwieralismy tylko okno - wtedy wszystko widac i slychac.

GP: Macie wóz reporterski? A przydałby się?
MP: Wozu reporterskiego nie mamy. Czy by sie przydal? Czasami na pewno, ale do codziennej pracy zwykly samochod (terenowy) zupelnie nam wystarcza. Zakopane to jednak male miasto i w ciagu 15 minut mozna przejachac od jednej jego granicy do drugiej (oczywiscie jezeli nie ma korkow). Jezeli natomiast dzieje sie cos waznego, zawsze mozna sprowadzic woz z Krakowa czy Katowic i tak juz wiele razy robilismy. Dziala to znakomicie.

GP: Czy w piwnicy pod Bacówką przechowujecie siwuchę? Bo na 10-leciu targałem paczki z szampanem... Potem były toasty pod Krokwią...
MP: W piwnicy trzymamy rozne rzeczy, bo sluzy nam ona za magazyn. W tej chwili leza tam przede wszystkim rzeczy z Olimpiady - bramy namioty, siatki do grodzenia tras i resztki nagrod. Przed dziesiecioleciem rzeczywiscie piwnica sluzyla za magazyn imprezy. Byly tam szklanki, soki, bylo takze cos mocniejszego ale wszystko zostalo juz wypite. Ostani sok "wytrabilismy" w sierpniu. Bylo goraco...

GP: Często zapalacie kominek w Bacówce?
MP: Codziennie. Sluzy nam on za swoista niszczarke do papieru. Dzieki temu kosze tak szybko sie nie zapelniaja. Na dluzej zapalamy go na uzytek programow, ktore sa z bacowki prowadzone, stwarza swietny natroj. Zapalamy go takze podczas "siarczystych" mrozow - takich do -25 stopni, ale tej zimy nie bylo na szczescie takiej koniecznosci.

GP: O ile pamiętam, to w zimie często gościcie znane osoby w tym studiu. Kiedyś były to np. Planetaria z rodziną Steczkowskich. Utkwiło Ci coś z takich spotkań w pamięci?
MP: Jasne! Bardzo podobala mi sie rozmowa, niestety zmarlego niedawno, papy Steczkowskiego z Mietkiem Szczesniakiem. Nie przypuszczalem, ze tak mila, nieskrepowana i ciepla romowe uda sie przeprowadzic "na zywo" na antenie radia. Ale moze wlasnie atmosfera bacowki takze to spowodowala. Przyznam, ze siedzac wtedy za stolem kilka razy ocieralem lzy ze smiechu i wzruszenia.

GP: A jakie doświadczenia wyniosłeś z Osady Wirakocza? Rozmawiałeś chyba z jakimiś kajakarzami podczas jednego z weekendowych spotkań...
MP: O Wirakocza, przynajmniej ta, w ktorej uczestniczylem to bylo wlasnie takie cos, co zawsze chcialem robic w radio. Relacje z roznych miejsc - ze statku na wodzie, z kajaka, nawet spod wody (!) ze skal, lasu. Z miejsc, w ktore naprawde trudno jest dotrzec, a dzieki sprzetowi, ktory mielismy caly czas na plecach mozna bylo natychmiast relacjonowac to co sie dzieje i wszystko na zywo! To duza frajda i duze przezycie. Musisz poradzic sobie w kazdych warunkach terenowych i antenowych.

To był wywiad z Maćkiem Pałahickim (RMF Zakopane). Ten człowiek już 26 maja nie może relacjonować lokalnych wydarzeń w lokalnych wejściach. Dajmy Mu szansę! Weźmy udział w proteście - walczmy o koncesje dla oddziałów RMF FM.

Desiek 13.03.2001


  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz