Fakty - FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



Rzeczpospolita: Śpiewający szef INTERIA.PL
20 stycznia 2007, 15:39 , aktualizacja 17:12
W Rzeczpospolitej ukazał się artykuł Beaty Chomątowskiej, w który zaprezentowany wywiad dziennikarki z Grzegorzem Bałażewiczem - prezesem portalu INTERIA.PL. Błażewicz objął to stanowisko miesiąc temu po zmianach w zarządzie, którym przeciwne było Radio RMF FM.

Wokalista grupy Yellowmind Grzegorz Błażewicz ma szansę dowieść swoich zdolności przywódczych poza branżą muzyczną - miesiąc temu został prezesem Interii. Recenzję więc wystawią mu inwestorzy

Wśród pasażerów czekających na samolot do Wiednia stoi 29-letni Grzegorz Błażewicz. Jedzie na rozmowę z przedstawicielami dużej międzynarodowej firmy, która chce go zatrudnić. Jest sierpień 2005 r. Błażewicz nie szuka pracy. Od dwóch lat jest w ComArchu. Odnosi sukcesy, rozwija się zawodowo: przed kilkoma miesiącami z kierownika zajmującego się PR awansował na szefa działu marketingu, który odpowiada za wizerunek spółki w kraju i za granicą. Ledwie dwa dni temu dostał podwyżkę. Czemu więc zgodził się na spotkanie z innym pracodawcą? - Ciekawość, ambicje - tłumaczy sam sobie. Nagle blednie, jakby zobaczył ducha. Dwa metry od niego stoi obecny szef - Janusz Filipiak, prezes ComArchu. Traf chciał, że leci do Wiednia tym samym samolotem. - Co pan tutaj robi? - pyta prezes. Prezes wie, że nowy dyrektor marketingu nie cierpi tego stroju i wkłada go tylko z konieczności, na specjalne okazje. Błażewicz nie mając wyjścia stwierdził:- Lecę na rozmowę o pracę. Filipiak nie okazał emocji, rzucił tylko na pożegnanie: - Jak wrócisz, przyjdź jutro do mnie.

Po serii "męskich rozmów" Błażewicz został w ComArchu. - Zrozumiałem, że mam tutaj większe szanse rozwoju niż w wielkim międzynarodowym molochu. Nie pożałował decyzji. Półtora roku później rada nadzorcza Interii, w której przewagę zdobyli przedstawiciele ComArchu, odwołuje zarząd spółki. Nowym prezesem zostaje Błażewicz. Ma dopiero 30 lat i jest najmłodszym szefem w siedmioletniej historii firmy.

Nowojorski łącznik

Przyszły prezes Interii pewnie naprawiałby dziś radia i telewizory - jest przecież absolwentem tarnowskiego technikum elektronicznego - gdyby nie uczniowskie zauroczenie. Zakochał się w nauczycielce angielskiego. Dzięki tej fascynacji jako jedyny z całej szkoły zdałmaturę w tym języku i dostał się na dzienne studia - anglistykę na Uniwersytecie Śląskim.

Myślał o magisterce z teorii literatury anglosaskiej. Dyplom zrobił jednak z metafor i lingwistyki kognitywnej. - W uproszczeniu to nauka o tym, jak przełożyć podstawowe doświadczenia fizyczne na ogólne prawdy rządzące światem - tłumaczy. Jakby było mu mało, na trzecim roku zaczął drugie studia: w polsko-francuskiej Śląskiej Międzynarodowej Szkole Handlowej. Po zdanych w Polsce egzaminach do tytułu magistra z marketingu i zarządzania brakowało mu tylko stażu za granicą. Tak znalazł się na pół roku w Nowym Jorku.

- To były piękne czasy - wspomina. - 40. piętro jednego z wieżowców na Manhattanie, wieczory w Greenwich Village, gdzie wynajmowałem mieszkanie, mnóstwo nowych znajomości. A przede wszystkim staż w agencji PR Shore Fire Media, obsługującej przemysł muzyczny. Pracowałem w zespole, którego klientami byli Bruce Springsteen, Shania Twain i Radiohead.

Z Londynu do Krakowa

Echa dokonań Radiohead, a także Franza Ferdinanda i Dandy Warhols - ulubionych wykonawców Błażewicza - słychać w muzyce jego zespołu Yellowmind. Założył go w 2004 r. do spółki z dwoma kolegami: Tomaszem Świerczkiem i Krzysztofem Małkiem. Rozrzedzone brzmienie gitar, mieszanka alternatywy, rocka i brit popu. "You know what is good for you, but the truth is somewhere else not in the mirror" (Wiesz najlepiej, co dla ciebie dobre, ale prawda jest gdzie indziej niż w lustrze) - śpiewa z brytyjskim akcentem lider grupy. Brytyjski akcent to efekt corocznych studenckich wypraw za pracą do Londynu. Jeździł tam co wakacje z grupą przyjaciół. Praca w żydowskiej piekarni, zmywanie naczyń w knajpach, przygotowywanie kanapek w barze dla inwestorów z City. Przeliczanie zarobionych funtów na zakupy w sklepach muzycznych.

I wreszcie trzymiesięczny staż w londyńskiej filii agencji marketingowej Connors Communications, obsługującej sektor nowych technologii i nowych mediów. - W jednym z nowojorskich barów poznałem jej współzałożyciela Andy Hardie-Brown. Przegadaliśmy pół nocy, zaprzyjaźniliśmy się i od słowado słowa zaproponował mi pracę - opowiada Błażewicz.

Po powrocie do Polski postanowił założyć własną agencję PR. Namówił przyjaciela, Tomasza Świerczka, do udziału w interesie. Nazwę Grupa Kreatywna wymyślili przy piwie. - Całkowita prowizorka, nie mieliśmy nawet własnej siedziby - wspomina Świerczek. - Jakimś dziwnym trafem dostaliśmy zaproszenie do udziału w przetargu na obsługę PR w Polsce firmy Micromuse (spółka z branży IT notowana na NASDAQ, niedawno przejęta przez IBM). Czemu by nie wystartować? - pomyśleliśmy. Grzegorz przygotował ofertę. I ku naszemu zaskoczeniu.... wygraliśmy. W międzyczasie prowadziliśmy długie telekonferencje z siedzibą spółki w Nowym Jorku. Na szczęście, nie widzieli, że dzwonimy z budek telefonicznych korzystając z kart Telegrosik, żeby było jak najtaniej! - opowiada.

Pracując dla Micromuse, Grzegorz Błażewicz zapomniał już, że bezpośrednio po przyjeździe do kraju wysłał kilka podań o pracę. Przypomniał mu o tym telefon z firmy informatycznej ComArch. Asystentka prezesa zapraszała go na rozmowę. Trwała ponad godzinę. - Profesor przekonał mnie, że PR to wydmuszka i za mało jeszcze wiem, by samodzielnie prowadzić firmę z tej branży. Zaproponował pracę.Zacząłem ze stawką dwukrotnie niższą od tej, którą dostawałem, dorabiając sobie jako lektor języka angielskiego - mówi Błażewicz. Tak trafił do drużyny Filipiaka.

Człowiek Profesora

- Tysiąc pomysłów na minutę, wcielenie kreatywności - chwali byłego podwładnego z ComArchu Janusz Filipiak, który jest też właścicielem klubu sportowego Cracovia. Dobre kontakty z przełożonym Błażewicz zapewne też zawdzięcza swojej pasji sportowej. Od trzeciej klasy podstawówki grał w piłkę ręczną, zgarniając kolejne mistrzowskie tytuły. Trafił nawet do reprezentacji Polski w kadrze juniorów. - Mój entuzjazm osłabł jednak, kiedy przesunęli mnie do drużyny seniorskiej. Uznałem, że gra za pieniądze to żadna frajda, i postawiłem na naukę - twierdzi. Sportowe doświadczenia dały o sobie znać kilkanaście lat później, już w ComArchu, gdy zgłosił się na ochotnika, by dodatkowo pracować nad strategią marketingową krakowskiego klubu Cracovia, należącego do Filipiaka.

Ambitny, zdolny, dynamiczny. Grzegorz Błażewicz idealnie pasuje do portretu przebojowych, świetnie wykształconych trzydziestolatków, którzy mówią o Januszu Filipiaku z szacunkiem: Profesor. Szef i założyciel ComArchu stawiał na tę grupę od samego początku, nie waha się wnich inwestować, powierzać odpowiedzialnych stanowisk. Błażewicz nie ukrywa, że Filipiakowi zawdzięcza wiele. - Cztery lata pracy u Profesora to jak osiem w innej firmie. W ComArchu jest potężna wiedza o biznesie i podejście do interesów niespotykane w innych organizacjach. Można tu robić wszystko, pod warunkiem, że dobrze i bierze się za to pełną odpowiedzialność. Miejsce idealne dla młodych ludzi, którzy chcą robić coś sensownego i mają na to pomysł. Profesor rewanżuje się: - Grzegorz zaczynał od PR, potem zajął się marketingiem. W obu dziedzinach sprawdził się świetnie. Dowiódł, że jest nie tylko twórczy, ale i potrafi sprawnie zarządzać sporym zespołem. Precyzyjnie opracowuje plany, budżety, kampanie - mówi Filipiak.

Nominacja Błażewicza na prezesa Interii wzbudziła niejaką konsternację w branży. Spekulowano, że właściciel ComArchu chciał uprzedzić ruch Bauera w stosunku do Interii, gdy niemiecki właściciel przejął udziały w RMF FM (do którego należy 27,8 proc. akcji portalu), obsadzając spółkę swoimi zaufanymi ludźmi.

- To było zaskoczenie - mówi Dorota Puchlew, analityk rynku telekomunikacyjnego PKO BP. - Poprzedni zarząd był dobrze oceniany, odnosił sukcesy. Nic nie uzasadniało zmiany. O samym Błażewiczu nie może powiedzieć nic ponadto, że ma opinię zdolnego marketingowca. Nie jest szerzej znany w tym środowisku - nigdy nie pracował w portalu.

Janusz Filipiak: - Nominacje tak młodych osób zawsze budzą kontrowersje, więc głosy krytyki mnie nie dziwią. Mam do Grzegorza duże zaufanie. Wbrew pozorom ma bardziej formalny styl zarządzania niż ja - definiuje jasno konkretne zadania i potrafi je bezwzględnie egzekwować. Dotychczasowy zarząd był za mało kreatywny, stał w miejscu. Przykład? Wprowadzał nowe serwisy w ślad za konkurencją. Tymczasem w branży internetowej wygra ten, kto będzie miał więcej pomysłów - nie od strony informatycznej, ale nowych serwisów.

Poprzedni prezes Interii Jacek Pasławski nie chce wypowiadać się na temat swojego następcy. - Nie wypada mi tego robić. Po czynach ich poznacie. Wypowiem się dopiero po dwunastu miesiącach od zmiany - i wtedy albo pogratuluję sukcesu, albo podam gorzką pigułkę - dodaje. Grzegorz Błażewicz zapowiada, że ma ambitny plan dla spółki na 2007 r. - Pójdziemy bardzo mocno w kierunku rozwoju multimediów i internetowych społeczności. Efekty powinny być już widoczne w pierwszym kwartale. Chcemy, by Interia stała się w ciągu dwóch lat najlepszą spółką internetową w Polsce. Jak twierdzi, po dwóch miesiącach ma już za sobą pierwszy etap reorganizacji firmy.

- Mamy nową strukturę organizacyjną, nowy własny dział sprzedaży reklamy i budujemy dział księgowy. Do tej pory były one w dużej mierze oparte na outsourcingu - mówi. Chce też budować mocną pozycję technologiczną portalu, dlatego wzmacnia własne, autonomiczne redakcje, by uniknąć kopiowania treści. Deklaruje, że nie wierzy w partnerstwa medialne dla spółek internetowych.

A zespół Yellowmind? Zagrał klubowo podczas Juwenaliów w Katowicach i ciągle gromadzi materiał na pierwszy album. Może kiedyś będzie wydany. Jeśli jego lider znajdzie jeszcze na to czas.

 Piosenka Anorectic zespołu Yellowmind Grzegorza Błażewicza




Grzegorz Nałęcz, Rzeczpospolita
Zdjęcia: Bartosz Siedlik


  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz