FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



Stanisław Tyczyński wyjaśnia powody pozwu
Ostatnia aktualizacja: 18.10.2003 10:50, Przekrój

W nanowszym numerze tygodnika "PRZEKRÓJ" (nr 42) na stronie 40 ukazał się wywiad z Prezesem Radia RMF FM Stanisławem Tyczyńskim. Pytania Piotra Najsztuba zadawane Prezesowi dotyczą przede wszystkim pozwu przeciwko Skarbowi Państwa i KRRiTv jaki złożyła spółka Radio Muzyka Fakty w sądzie 7 października 2003. W rozmowie nie brakuje ostrych słów z ust obydwu panów. Stanisław Tyczyński mówi wprost, że to sam premier Leszek Miller "decydował o tej próbie zniszczenia nas, nawet nie Czarzasty". Premier powiedział o swojej decyzji Tyczyńskiemu prosto w oczy.

Poniżej prezentujemy wywiad, który znalazł się w "PRZEKROJU" nr 42 oraz na stronach internetowych www.przekroj.pl

STANISŁAW TYCZYŃSKI MA 44 LATA, NA OSTATNIEJ LIŚCIE STU NAJBOGATSZYCH POLAKÓW TYGODNIKA "WPROST" ZNALAZŁ SIĘ NA 89. MIEJSCU ZE 105 MILIONAMI ZŁOTYCH MAJĄTKU. STUDIOWAŁ FIZYKĘ NA UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM, ALE W STANIE WOJENNYM PRZERWAŁ NAUKĘ. W 1981 ROKU ZAKŁADAŁ PODZIEMNE RADIO W NOWEJ HUCIE, CO 20 LAT PÓŹNIEJ NAZWAŁ "OPERETKĄ". "OPOZYCJA BYŁA ŚMIESZNA, ALE CHCIAŁA MIEĆ RADIO. Z KOLEGĄ PRZYPADKOWO DYSPONOWALIŚMY NADAJNIKIEM" - MÓWIŁ W WYWIADZIE DLA "RZECZPOSPOLITEJ". W ROKU 1984 WYJECHAŁ DO PARYŻA. PO POWROCIE DO POLSKI W 1989 ROKU ZAŁOŻYŁ RADIO W KRAKOWIE. PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ RMF JAKO PIERWSZA ROZGŁOŚNIA DOSTAŁO OGÓLNOPOLSKĄ KONCESJĘ. ZEZWOLENIE OBEJMOWAŁO TEŻ TAK ZWANE ROZSZCZEPIENIE SYGNAŁU, CZYLI MOŻLIWOŚĆ NADAWANIA PRZEZ RMF FM LOKALNYCH WIADOMOŚCI, INNYCH W ZALEŻNOŚCI OD REGIONU, W KTÓRYM RADIO BYŁO SŁYCHAĆ. NOWA KONCESJA Z 2001 ROKU JUŻ NA TO NIE POZWALAŁA. ROK PÓŹNIEJ NSA ORZEKŁ, ŻE TO BYŁO BEZPRAWNE, BO KRRITV NIEDOSTATECZNIE TĘ DECYZJĘ UZASADNIŁA. RADA UZUPEŁNIŁA UZASADNIENIE I ZAKAZ ROZSZCZEPIENIA SYGNAŁU UTRZYMAŁA.



MAŁY MIŚ ZARYCZAŁ
Szef największego polskiego radia to wariat. Rozpoczął wojnę z własnym państwem. Jeśli wygra, To z wariata przemieni się w rewolucjonistę. I stanie się koszmarnym snem urzędników.
Ze Stanisławem Tyczyńskim rozmawia Piotr Najsztub

Co takiego pańskiemu radiu zrobiło państwo polskie, że chcecie od niego wielomilionowych odszkodowań? Żywo mnie to interesuje, bo te ewentualne odszkodowanie nasze państwo wypłaci między innymi z moich podatków.
- Jeżeli wywalenie z pracy 200 osób, pracowników naszych oddziałów lokalnych, uważa pan za nic, to "nic" nam nie zrobiło.
Nasze państwo zwolniło już setki tysięcy ludzi, więc...
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale tu chodzi jeszcze o coś innego - to rządzone przez czerwonych państwo zakpiło sobie z prawa i nielegalnie pozbawiło nas możliwości rozwoju. Musieliśmy zamknąć oddziały regionalne, bo KRRiTV cofnęła nam taką koncesję. Udowodniliśmy nielegalność tych decyzji w NSA, teraz nadszedł czas zapłaty.
I co nasze państwo, jeśli wygracie, ma zrobić? Przeprosić i co jeszcze?
- Oddać ciężkie pieniądze, dziesiątki milionów złotych.
Jaka kwota wymieniona jest w pozwie?
- Kilkadziesiąt milionów, straty z jednego tylko roku.
Wpłaciliście do sądu wymagane wadium?
- Zapłaciliśmy na wezwanie sądu, bo taka jest procedura.
Czy państwo jest waszym wrogiem?
- To państwo - Millera, Czarzastego - na pewno.
Oskarżacie państwo Millera, ale proces ptrwa kilka lat i płacić i przepraszać może państwo Rokity albo Kaczyńskiego.
- No, to mam nadzieję, że to nowe państwo osądzi winnych i wreszcie ktoś z kręgów władzy pomaszeruje do kryminału. Może nawet i sam Miller. Niech wreszcie stanie się to, co się nie stało w '89 roku.
To dziwny sposób na dekomunizację.
- Ale przynajmniej jakiś. Po 13 latach przyznaję, że nie trzeba było im wtedy popuszczać, to między innymi mój grzech.
A może to nie wina Millera, wina Czarzastego, może u nas tak po prostu jest, że prawo nie jest bogiem? Może niepotrzebnie wiąże to pan z orientację polityczną?
- Muszę to wiązać z orientacje polityczną, bo to ci politycy powiedzieli mi, że mam się zwijać.
Składając ten pozew, daje pan do zrozumienia, że członkowie KRRiTV popełnili przestępstwo. Jednak nadal pan z nimi paktuje, bo musi, bo jest uzależniony od tego ciała jako nadawca.
- Od dwóch lat tam nie byłem.
A pańscy prawnicy?
- Jeżdżą tam, ale nic nie mają do powiedzenia.
Rozmawiają z przestępcami?
- A jakie mam inne możliwości odwołania się. Obrazić się i wyjechać na Malediwy?
Może mógłby pan mieć gdzieś Krajową Radę radiofonii i Telewizji?
- Nie mogę mieć gdzieś Krajowej Rady, bo musimy się rozwijać i od nich potrzebujemy licencji.
Rozwijać, czyli mieć więcej słuchaczy?
- Nie, więcej słuchaczy już się nie da mieć, niż my mamy, mamy największą licczbę słuchaczy na tym kontynencie.
To co znaczy "rozwijać się".
- Po prostu musimy się legalnie przekształcać i niech pan pamięta, że RMF jest jedynym prywatnym medium elektronicznym bez zachodniego kapitału. Rozumiem, że czerwonej bandzie to się strasznie nie podoba.
A to taka przyjemność żyć bez tego kapitału zagranicznego?
- Do ciężkiej cholery, nie możemy stać się narodem pariasów na nasze tylko życzenie. I wie pan znakomicie, że nie mówię tego z nacjonalistycznych pobudek. Ta długość i szerokość geograficzna, gdyż tylko w takich kategoriach pojmuję Państwo, musi w końcu coś produkować. Wydawałoby się, że w medium jest to najprostsze.
Z tego, co wiem, Polsat również jest polski. Ale w ogóle, co to za argument "bez kapitału zagranicznego"? Chciałby pan za to medal dostać?
- Nie chcę żadnego medalu! Tylko jeżeli można coś w tym kraju samodzielnie stworzyć, to wszyscy powinni się z tego cieszyć. Oczywiście możemy dążyć do tego, żeby cały nasz kraj stał się wielkim supermarketem z zagranicznymi towarami. Rozmawiamy o państwie, gdzie 25 procent obywateli produkuje 2,5 PKB! To jest wyłącznie supermarket! Jeżeli nasze media mogą być naszą wartością dodaną, to dlaczego mam tego nie bronić? Tak, jestem dumny, że obcego kapitału u nas nie ma.
Mówi pan jak polityk. Pańskie niepokoje, zastrzeżenia, oskarżenia są sensu stricto polityczne. Niecha pan zdejmie pelerynkę RMF-u i zostanie politykiem!
- Ale ja nie chcę być politykiem!
Tak czy inaczej, ze swoim temperamentem i niewyparzoną gębą już pan nim jest!
- Ale daj pan spokój! Jestem małym misiem o małym rozumku, który przyjechał do tego kraju, mając pięć tysięcy dolarów w kieszeni, dwa macintoshe, i zrobił stację radiową.
I to pana już nudzi.
- Nie, mnie to nie nudzi. Tylko teraz, żeby ochronić tę stację, muszę ten malusieńki geszeft spod Krakowa rozwinąć w coś większego, bo nawałnicy obcego kapitału nie wytrzymamy. I w tym momencie, kiedy próbujemy to zrobić. Miller, Czarzasty "kradną nam z kasy" pieniądze.
Umówmy się, nie ukradli, tylko uniemożliwili wam zarobienie tych pieniędzy.
- Przekazali swoim te możliwości. A precyzyjnie rzecz biorąc, przekazali Agorze i Zjednoczonym Przedsiębiorstwom Rozrywkowym prezesa Benbenka.
Trudno uznać, że dla premiera i sekretarza KRRiTV Agora to swoi.
- Jednak to między innymi ich stacje zarobiły na naszym zniknięciu z reklamowych rynków lokalnych.
Próbował pan o tym rozmawiać z Agorą?
- A o czym mam z nimi rozmawiać, przecież Agora ma zawsze rację.
Pan też należy do tych, którzy zawsze mają rację - taki charakter. Mówi pan: Miller, Czarzasty... Czy pan kiedykolwiek spotkał Leszka Millera?
- Oczywiście. On decydował o tej próbie zniszczenia nas, nawet nie Czarzasty.
Skąd pan to wie?
- Bo byłem przy tej rozmowie.
I jak ona przebiegała?
- To był kwiecień 2001 roku, spotkałem się w restauracji teatru Buffo z posłem SLD Andrzejem Urbańczykiem, skądinąd chyba jedynym porządnym facetem w tej bandzie. Usłyszałem od niego: "Niestety, jest już postanowione, nie dostaniecie możliwości rozszczepiania programu". Odprowadziłem go po rozmowie przez park do siedziby SLD na ulicy Rozbrat. Nadzieliśmy się na Millera i Czarzastego. Miller krótko mi wytłumaczył, że nam tego nie dadzą. Czarzasty nie odezwał się wtedy ani słowem.
Znał sprawę?
- Fantastycznie znał sprawę. Zapowiedziałem nasz kroki prawne i teraz po prostu je wykonujemy.
A mówiąc to panu, usprawiedliwiał się jakoś, mówił dlaczego?
- Nie, po prostu zakomunikował, że nie widzi dla nas takiej możliwości.
Nie próbował pan z nim dyskutować?
- A po co? Zresztą nasze spotkanie trwało bardzo krótko. Czy potem kiedykolwiek spotkał pan Millera?
- Nie.
A gdyby pan go spotkał, to co by mu powiedział?
- Zaskoczył mnie pan tym pytaniem... Nie wiem.
Jesteś pan porywczy, może by chciał go pan stuknąć?
- Nie biję małych ludzi. Tutaj chodzi o elementarną przyzwoitość Wróciliśmy tylko dlatego, że w 1989 roku daliśmy się wszyscy urzec pieprzonemu humanizmowi "grubej kreski".
Popełnia pan błąd merytoryczny, łącząc to wszystko z "grubą kreską". Myśmy się wcześniej z radością zgodzili na Okrągły Stół, a tam to się przesądziło. Z radością, której potrzebowaliśmy, i byliśmy gotowi wiele za nią zapłacić.
- Tak, ale przyzna pan, że z perspektywy 13 lat jest to straszliwy błąd.
Tak, ale byliśmy gotowi dla tamtej radości wiele poświęcić. I poświęciliśmy. Koniec, kropka.
- A ja właśnie ten błąd próbuję naprawić i niech mi pan tego prawa nie odmawia.
To może powinien pan sięgnąć po bardziej totalne formy protestu. Wszyscy już: publicyści, politycy, zwykli ludzie z ulicy, krytykują ten rząd - to już nudne. Może pana byłoby stać na jakieś szaleństwo?
- Usiłuję się mimo wszystko zachować racjonalnie, nie można codziennie udowadniać słuchaczom, że tego państwa nie ma. Choć rzeczywiście nie wiem, jakim cudem jeżdżą pociągi, jest tutaj prąd, coś jeszcze działa, mimo że państwo robi na każdym kroku wszystko, żeby temu przeszkodzić.
Pan jest stworzony do bycia rewolucjonistą, bo nawet kiedy pan argumentuje, to używa demagogii! Dlaczego pan nie sięgnie po metody rewolucyjne? Na dodatek jest pan właścicielem największego radia na tym kontynencie!
- Człowiek, który codziennie rano słuch tej stacji. Musi normalnie wstać, normalnie pójść do pracy, normalnie z niej wrócić. Nie może być codziennie atakowany naszą katastrofą, upiornym wizerunkiem państwa. Chce normalności, by żyć.
Ale może trzeba poświęcić takie radio i uderzyć na władzę całą siła? Pan jako właściciel, posiadacz dużego majątku, mógłby sobie na to pozwolić. Jest taki trend światowy: właściciele mediów biorą władzę w swoje ręce.
- Przecenia pan naszą rolę. Ja mogę tylko jeszcze bardziej pochylić łeb. Czasami czuję się najbardziej osamotnionym człowiekiem w tym państwie.
Jeśli ktoś składa pozew przeciwko państwu, to nie może mówić o sobie, że jest tylko małym misiem. Zaczął pan grę, w której już nie może być małym misiem.
- Nie mam niedźwiedzich ambicji. Chcę tylko sprawdzić, czy t o państwo jest rzeczywiście bezkrane.
Nie o honor tylko pan się sądzi, także o pieniądze.
- Muszą oddać to, co zabrali.
Nie zabrali, tylko nie pozwolili zarobić. Uczestniczy pan w tworzeniu nowej ustawy o mediach elektronicznych?
- Nie, bo z zasady nie uczestniczę w czymś, na co nie mam wpływu. Nie chće być "dziadkiem" do już rozdanych kart.
A może byłby pan na tyle silny, żeby wymóc taki kształt ustawy...
- Ależ oczywiście, że nie! Jeżeli "wielcy tego świata" nie potrafili przez 12 miesięcy tego zrobić - co pokazują przesłuchania komisji śledczej w sprawie Rywina - to czym się łudzić!
Ma pan swój pogląd na to, kto stał za korupcyjną propozycją Rywina?
- Odpowiem nie wprost. Trzy tygodnie temu nasi dziennikarze pytali o to słuchaczy w porannym paśmie. Przyszło w krótkim czasie trzydzieści parę tysięcy SMS-ów i głosów na stronie internetowej. 97 procent słuchaczy wskazywało na premiera.
Panu się to wydaje prawdopodobne?
- ...
Jesteście liderem rynku radiowego. Jak pan się z tym czuje? Odpowiedzialność, duma...
- Nam nie jest łatwo, geografia wymusza na nas n-krotnie więcej pracy, niż gdybyśmy byli w Warszawie. Jesteśmy tu wyspą, sami w sobie w Krakowie, bez żadnego zaplecza. Dzisiaj dopiero rozumiem, dlaczego duże stacje radiowe, czy telewizyjne są zmuszone do nadawania z centrum.
Na czym polega główny problem tego oddalenia?
- Człowiek tworzący informacje na Kopcu nie wpada na róg Marszałkowskiej i Jerozolimskich i nie wymienia swoich poglądów, może niesłusznie, z kolega z redakcji "przekroju", "Trybuny Ludu" czy BBC, nie jest w tym tyglu ucierania się informacji i opinii. Chociaż z drugiej strony nasza "wyspa" pozwala nam spojrzeć na najważniejsze sprawy z dużego dystansu. Nasze oddziały regionalne były ogromną siłą tej stacji polegającą na bliskości ze słuchaczem. W tym byliśmy odmienni, że byliśmy równocześnie szczecińscy, poznańscy, krakowscy itd.
To dlatego tak pana boli zakaz rozszczepiania, bo z natury byliście po prostu...
- ...stację prowincji, szeroko rozumianej.
Teraz tego nie macie i pewnie przez wiele lat jeszcze mieć nie będziecie. Jak zamierza pan rozwijać RMF FM?
- Samo radio w takiej jak obecnie postaci nadmiernie już się nie rozwinie, zaś pozostałe media? Cóż, w lutym wystąpiliśmy do KRRiTV o kanały telewizji naziemnej. Cisza. Jak pan sądzi - dostaniemy?
Zdziwiłbym się. Czyli pozostaje "tylko" walka o utrzymanie pierwszego miejsc?
- Na razie tylko tyle, a może aż tyle. Jak nas wcześniej nie wykończą.

Rozmawiał Piotr Najsztub
Kraków, 8 października 2003 r.

Artykuł ukazał się w tygodniku "PRZEKRÓJ" Nr 42/3043
Copyright "PRZEKRÓJ"
Zdjęcie: RobertLaska.com dla PRZEKROJU



  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz