FAN FM w centrum wydarzeń Grupy RMF FAN FM
 
 
   



1Paweł Pawlik swoje programy prowadził wraz z dobrze znanymi Brianem Scottem, a potem z Aliną Kamińską. Były to: "I... po zawodach", "Obieżyświat", "Szkółka niedzielna". Ostatnio dowodził Osadą Wirakocza. Prowadził też "Weekend bez granic"

Był także reporterem. Raz nawet "pożyczył" jako ksiądz (w sutannie) obraz z kościoła, by udowodnić, że dzieła sztuki nie są należycie strzeżone.

Nie był w wojsku, bo dostał kategorię E - niezdolny do służby wojskowej. Jak sam powiedział, nie cierpi ryb (zupełnie jak ja). Na podstawie wypowiedzi Pawła można stwierdzić, że przed audycją nic nie je. Od 2001 roku już nie dymi papierosami jak lokomotywa, czego FAN FM serdecznie mu gratuluje. Jesteśmy z Ciebie dumni!

Na przełomie grudnia 2000 i stycznia 2001 udzielił mi wywiadu, po długich namowach. Ale warto było czekać.

GP: Od 1996 roku słucham RMF-u. Ciebie kojarzę ze stacją od zawsze. Rzeczywiście pracowałeś tam od pierwszego dnia? Podobno zaczynałeś w Warszawie?
PP: Nie, nie zaczynałem w Warszawie... Ale po kolei. W latach 80-tych pracowałem w studenckim radiu "Brzęczek" przy AGH. To było niezłe radiowe przedszkole, ot taka zabawa w radio, które grało w akademikach przez głośniki pod sufitem. Mieliśmy niezły sprzęt jak na owe czasy i marzenia o Radiu prawdziwym, niezależnym, grającym w eterze... Znałem już wtedy kilka osób z późniejszego RMF, np. Krzysia Nepelskiego /wtedy pracował w konkurencyjnym dla "Brzęczka" - radiu "Centrum"/, poznałem Grażynę Bekier, Staszka Smółkę... Kiedy pojawił się pomysł na niezależne radio w Krakowie bardzo byłem tym poruszony, wziąłem udział w którymś z pierwszych spotkań "założycielskich" - tam poznałem Edka M. i Staszka T. ale życie zmusiło mnie do wyjazdu z Krakowa - budowałem wtedy dom pod Tarnowem i wszystko poświęciłem temu. Wiedziałem, że oni zaczęli budować studio - ja wylewałem wtedy stropy i kładłem dach na "swoim". Pamiętam pierwsze emisje Fun-radio, a później pierwszy serwis po polsku Oli Zieleniewskiej - ja wtedy robiłem wylewki pod parkiety... Z różnych względów musiałem wtedy mieszkać pod Tarnowem - żeby z czegoś żyć prowadziłem z kolegą hurtownię zabawek i szkła w Tarnowie a jednocześnie byłem lokalnym korespondentem RMF-u w tym mieście. Zbierałem informacje i nadawałem korespondencje przez telefon z hurtowni - niekiedy klienci czekali pokornie aż skończę... W weekendy bywałem na Kopcu - w programie Edka robiłem przeglądy prasy. Aż któregoś dnia Edek powiedział "basta!!!" i kazał mi się sprowadzić z powrotem do Krakowa. Tu byłem reporterem, tu poznałem Briana, który na Kopcu załatwił sobie odrobienie praktyki studenckiej... tu zaczynałem od robienia rzeczy, których jeszcze nikt w Polsce nie robił - bo nikt nie miał takiego wozu reporterskiego jak my - słynnej zielonej Toyoty z wysuwaną anteną... Warszawa była o wiele później - po prostu, któregoś dnia dostaliśmy zadanie: jechać do stolicy i w "jaskini lwa" zdobyć przyczółek dla stacji radiowej, której jeszcze wtedy nawet nie można było w Warszawie słuchać... Udało się - kiedy ruszały nadajniki w Warszawie my mieliśmy już mocną ekipę i pierwszą siedzibę w Mariott-cie. Ale to już zupełnie inna historia....

GP: Pracę w radiu miałeś podobno wypisaną w gwiazdach. Przynajmniej tak powiedziałeś na płycie "10 lat RMF FM". Czułeś to przeznaczenie w życiu? Czy kształciłeś się w tym kierunku? Co Ci mówił Edek Miszczak - nauczyciel?
PP: Tak! Miałem i mam to zapisane w gwiazdach... W moim domu zawsze było radio a ja kochałem nasłuchiwać dzwięków z dalekiego świata, którego nie znałem... Już w podstawówce nagrałem swój pierwszy wywiad w życiu - rozmowę z prezesem Gminnej Spółdzielni... To była część zadań jakiegoś konkursu wiedzy o Polsce... takie tam pitu pitu - ale ja pożyczyłem wtedy od kolegi jeden z niewielu w naszym miasteczku - magnetofon kasetowy... On dostał go od mamy z Ameryki - trudno w to uwierzyć ale wtedy była to rzecz nieosiągalna dla byle kogo... A kaseciak stanowił nowość na miarę dzisiejszego DVD. Nie, nie kształciłem się w tym kierunku, studiowałem jedynie polonistykę /której nie skończyłem - i nie żałuję/ ale te studia dały mi wiedzę np. o poprawności języka, akcencie itd... Reszta to zapał i to coś zapisane w gwiazdach... Co mowil Edek? Mówił dużo - a wielu z nas słuchało bo w większości mówił mądrze...

GP: Zadaję dużo pytań o tym, jak się uczyłeś, gdyż uchodzisz wśród reporterów za osobę, od której należy czerpać porady. Nię będę wskazywał paluchami tak uważających, bo zabrakłoby czasu. Jak myślisz - czym zaslużyłeś na TAKĄ opinię?
PP: Jeśli krąży rzeczywiście o mnie taka opinia to być może wynika z tego, że jestem jednym z najdłuższym stażem reporterów na Kopcu i po prostu robiłem już tak wiele rzeczy, w tak różnych warunkach, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć... Ale to raczej normalne... Taka robota...

GP: Prowadziłeś wiele programów - od "Szkółki niedzielnej" poprzez rozgrzewanie przed meczem artystów Polska - Włochy do ostatniej wyprawy śladem Arki Przymierza. Wszystko wypaliło. Co stanowi o sukcesie programu - temat, sposób przedstawiania go czy też może promocja audycji? Coś innego?
PP: Nigdy nie wiadomo czy tzw. audycja przyniesie sukces czy porażkę.Ty piszesz, że: "wszystko wypaliło"... Ktoś inny napisze: "to było do d... i nudne"... Przy tak olbrzymim audytorium jaki ma ogólnokrajowa stacja nie ma szansy dogodzić każdemu... inaczej mielibyśmy 100% słuchalności, życie byłoby bez sensu - i takie radio również...

GP: Wolisz "ganiać z mikrofonem" (po mieście, świecie) czy raczej pracę w studiu? (mało precyzyjne pytanie...)
PP: Wolę to pierwsze - lubię pracę wśród ludzi - ale to drugie też jest pociągające... /a pytanie akurat jest bardziej precyzyjne od kilku innych - nie martw się, zadawanie pytań to też trudna sztuka.../

GP: Czyba zbytnio się rozdrabniam. Więc zacznijmy z grubszej rury. Podobno masz "dziecko" z Tadeuszem Sołtysem i Przemkiem Skowronem... Jaka była Twoja rola w przygotowywaniu Klossa na antenę? I Gwiezdnych Wojnach i Czterech Pancernych?
PP: W RMF większość "dzieci" ma zbiorowych "ojców" - staramy się pracować zespołowo... czasem ktoś gdzie ma większy wkład niż inni, bo akurat za to jest odpowiedzialny. W przypadkach o które pytasz moje "ojcostwo" jest znikome. W innych - większe. Ale chwalić się nie będę...

GP: Powrót do Twoich programów. Ja uważam, że najlepsze były programy z... Zgadnij! Z Alą Kamińskś, oczywiście. Jaka była jej rola w przygotowaniu "Obieżyświata" czy "Szkółki niedzielnej"?
PP: Byliśmy z Aliną parą partnerów antenowych, dzieliliśmy się pracą starając się zachować propocje pół na pół...

GP: O "I... po zawodach" nawet się nie pytam - cała Polska (i reszta Ziemi) mogła się przekonać jak TOPR-owcy "spuszczali" Alinę ze skały. A Ty dlaczego rzadko uprawiałeś sport na antenie? Przecież nic Ci nie brakuje (odwrotnie niż u mnie), Ola Jot pisała nawet o tym w swojej książce (fragmenty o meczach piłkarskich)!
PP: Specyfika programu "I po zawodach" i jego założeniem scenariuszowym było eksponowanie osoby Aliny - jako kobiety, która robi rzeczy "nierobialne" dla przeciętnej kobiety... Ja byłem tylko obserwatorem i prowokatorem takich sytuacji. Tak były rozłożone role, a poza tym zastanowiłeś się kiedyś kto trzymał mikrofon, kto pilnował czasu "wejść" antenowych, kto "asekurował" antenę i dbał o to, żeby cała Polska usłyszała jak GOPR "spuszczał" Alinę ze skały? Samo się to nie zrobiło...

GP: No właśnie - Ola Jot odzywa się do Ciebie od czasu do czasu? Podobno to istna legenda z Krakowa?!
PP: Znam kilka legend o Krakowie - i Krakowa... Legendy z Olą Jot - nie słyszałem... To, że kiedyś napisała książkę o radiu jest piękne, ale zbyt wiele wtedy "bajkowych" motywów się pojawiło... Prywatnie - lubię Olę i tyle...

GP: Ala Kamińska przyszła po tym, jak Brian odszedł do TVN. Mówił, że Prezes kazał mu wybierać między radiem a telewizją. Jego odejście było dla Ciebie dotkliwe? Wszak też długo pracował w RMF-ie.
PP: Alina nie tyle "przyszła" co zmieniła zajęcie - była wtedy jedną z naszych stałych lektorek w studiu nagrań. Czytała reklamy, zapowiedzi itd.itp. A co do Briana... Prezes miał absolutną rację... Przykro mi to mówić, ale mój ówczesny partner antenowy, a prywatnie - jak mi się wydawało - przyjaciel - miał poważny problem z syndromem sławy i popularności. Jak się zaczyna być gwiazdą i zaczynają ci płacić tylko za to żebyś się odezwał i opowiedział dowcip... to może ci odbić. Brian dokonał wyboru i nie mnie Go oceniać... A przykro mi było, bo o jego odejściu z radia i kulisach tej decyzji dowiedziałem się ostatni... Nie usłyszałem nigdy słowa "dziękuję"... choć wydaje mi się że powinienem...

Czytaj dalej >>>



  Hosted by STREFA.INTERIA.PL     Subskrypcja | Redakcja FAN FM | Napisz